czwartek, 19 stycznia 2012

narzuta się robi się

Mam już wszystkie bloki narzuty :) a nawet więcej, wszystko ponumerowane, poskładane i nawet już spora część pozszywana. Na razie nie myślę o tym, jak ja zapakuję to cholerstwo do maszyny, żeby przepikować, ale i na to przyjdzie czas. Całość ledwo zmieściła się na podłodze (po usunięciu z pokoju wszystkiego, co tylko się dało). Później przez dwa dni chyba się przyglądałam i przekładałam bloki, żeby do siebie bardziej pasowały, po czym przy zszywaniu się rypnęłam i zszyłam trochę nie tak, jak w planie było, ale nic to, jak to się mówi 'jakoś się zatytła'.

 
A co poza tym? Poza tym zima w Białymstoku wreszcie nastała, proszę Państwa :) Zdążyliśmy już w weekend wybrać się na dłuższy spacer do lasu, a nawet i dalej, jak już las się skończył. I przy okazji zdążyłam zachorować, ale nic to! Dziarsko pracuję zatem z domu i się kuruję. 

W międzyczasie zaczęłam na drutach dziargać czapkę. Już chyba z 10 ich zrobiłam, jeśli wziąć pod uwagę ilość przerobionych oczek, bo póki co, więcej prucia, niż robienia. Iż aż dziw bierze, że ja tyle cierpliwości mam. Nie może być! W każdym razie udało mi się doliczyć ile nabrać oczek, jak to całe przedsięwzięcie wrzucić na okrągłe druty i śmigać dookoła, a nawet już wykombinowałam jak później zwężać czapkę (przerzucę robótkę na druty pończosznicze, bo na okrągłych idzie mi potwornie krzywo; jeszcze tylko muszę się do tych 5 drutów przyzwyczaić, bo za luźno mi wychodzi w miejscach, gdzie czapka wchodzi na kolejny drut. Widać nie wszystko na raz). Fotek nie mam, a szkoda, bo bym sama widziała teraz ile już zrobiłam, ile sprułam i ile znowu zrobiłam. Wczoraj już doszłam do tego, że na tych 5 drutach zrzucałam oczka i... dzisiaj musiałam to wszystko spruć, bo okazało się, że się pośpieszyłam za bardzo i czapka byłaby za płytka. No nic, nie zrażam się jeszcze, a nawet kupiłam na allegro dwie kolejne włóczki- wełna + akryl (czysta wełna chyba za mocno gryzie); śliczne, melanżowe :) i jeszcze dostanę od mamy dwa swetry wełniane do sprucia i zrobienia z nimi co mi się chce. Z jednego już wiem, że zrobię skarpetki. Mój skarpeciarski debiut nie był może najszczęśliwszy, ale teraz się poprawię :) Co prawda zrobiłam wtedy skarpety sztuk dwie, które nawet wyglądały jak skarpety, ale były za to różnych rozmiarów, choć stopy mam całkiem takiej samej wielkości. Ale... najpierw czapkę trzeba skończyć.

10 komentarzy:

  1. Zabrałaś się za prawdziwego kolosa, zapowiada się bardzo fajnie :)
    Zdrówka życzę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Aniu, pisząc, że "lubisz szybkie efelty" byłaś chyba zbyt skromna ;) Jak narzuta dalej będzie się rozrastać, to w końcu będziesz musiała wychodzić z nią na trawnik!
    Wytrwałosci w czapkach!

    OdpowiedzUsuń
  3. Teraz będzie się już tylko zmniejszać ;) bo każdy zszyty kawałek to jakieś 7mm mniej (na szwy):P A akcję kanapkowania zamierzam przeprowadzić przy pomocy Madzi (kazała śrubokręt skołować- nie pomyślałabym o takim narzędziu jak o czymś, co przy szyciu może być potrzebne, ale... rozkminiłam, że to do zapinania agrafek, zwł. na środku narzuty, bo ona przecież do podłogi przyklejona być musi). A czapka... coś tam pewnie w końcu z niej stworzę :) Choć nadal nie opanowałam zrzucania oczek (przerobić po dwa to nic, ale co zrobić żeby tej przerwy większej nie było między drutami?!).

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak to się stało, że dopiero dzisiaj do Ciebie trafiłam? Podoba mi się tutaj, zostaję i obserwuję:)Świetne kołderki, cudne. Zapraszam do siebie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zajrzałam na bloga, tak z ciekawości i... szok! Od razu pierwszy wpis, to confetti jest absolutnie super, a Ty jesteś genialna! Kto nie był na blogu Joanny, to polecam!

      Usuń
  5. Aniu już się nie mogę doczekać kanapkowania i oprócz śrubokręta jakiś sernik z polewą czekoladową musisz wziąć koniecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie długo czekać nie będziesz musiała, bo dzisiaj skończę (dwa zszycia po szerokości mi zostały). Wczoraj śmigałam na maszynie do wpół do pierwszej (ciekawe co na to sąsiedzi... i czy w ogóle słychać u nich maszynę). Pomyliłam się, jak to ja ;) bo zszyłam dwa kawałki nie w tę stronę. Ale naprawiłam, co zepsułam, bo mam profesjonalny prujak, który jest milion razy lepszy od nożyczek (nawet tych malutkich, do wyszywanek).
      A sernik... pomyślę łaskawie, hi hi hi.

      Usuń
  6. tyle razy zaglądałam i nigdy blogger komentarza mi dodać nie dał... cudowna narzuta się szykuje, świetnie to wygląda tyle elementów!! rewelacja!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale wieeelka narzuta. Zapowiada się pięknie. Jeśli dasz cienką ocieplinę, to nie będziesz miała kłopotów z pikowaniem.....Powodzenia:)

    OdpowiedzUsuń