sobota, 26 marca 2011


Wypróbowując naprawioną już maszynę uszyłam drugą podkładkę z fioletowo-brązowych pasków, żeby było do pary. Sporo bawiłam się z lamówką, która, póki co, jest dla mnie nie do końca wykonalna. Trzeba chyba poćwiczyć jeszcze, bo rogi wychodzą mi średnio równe. Na fotkach podkładki z nowym specjałem Darka, który ma teraz wenę na ciasto francuskie. Te ciacha są z czekoladą, ostatnie były z szpinakiem. Nie umniejszając mu, przepis jest bardzo prosty, bo ciasto gotowe, do tego kawałki mlecznej czekolady i siup do piekarnika na kilka minut aż urosną i się zarumienią. Paluszki lizać.

A weekend zaczęliśmy na strzelnicy. Ja w życiu tylko z różnych wiatrówek strzelałam, a tutaj... o ho ho! Możecie mi mówić Lara Croft, hi hi. Z mauzera trafiłam 10! Ale to raczej przypadkiem, niż w wyniku celowania, bo cholerstwo ciężkie i ma niezły odrzut (najpierw bałam się z niego strzelać, patrząc jak chłopaków odrzuca. No, ale namawiali, namawiali i namówili. Od cieniasów mi nawygadywali, to cóż było robić. Ja im dam cieniasa!!!). Poniżej pokazowe fotki ze mną w roli głównej. Pewnie za szybko nie pojedziemy znowu, bo impreza tania nie była, heh... ale... warto było! Póki co, zgadaliśmy się że jakoś ładniejszą i cieplejszą już wiosną, albo latem postrzelamy u kolegi z wiatrówki. Pewnie fanie by było jakiś własny karabinek mieć i postrzelać u rodziców w ogrodzie ;)


2 komentarze:

  1. Serduchowe pyszności widzę na pięknej podkładce podane;a po minach z fotek wynika że wypad na strzelnicę był szalenie udany.....

    OdpowiedzUsuń
  2. Podkładeczki fajne,to co na nich też.A jak tak dalej potrenujesz to strzelanie to przychodzić będzie trzeba do Ciebie z rękami podniesionymi do góry:)))

    OdpowiedzUsuń