sobota, 21 maja 2011

Koliber_ciąg dalszy :)

Już dawno niczego nie pisałam. Ale muszę też przyznać, że i całkiem niewiele robótkowałam przez ten czas. Przyczyny różniaste, raczej co innego było mi w głowie (m.in. rozpoczęcie sezonu rowerowego). Ale pochwalę się, że w tzw. międzyczasie udało mi się znaleźć nową pracę i zaczynam w czerwcu :)
Ale wróciłam właśnie do kolibra i widać w nim już nawet niejakie postępy. Naprawdę mam nadzieję, kiedyś go skończyć. Najciekawszy element obrazka już dawno wyszyty (sam koliber i kwiat), na sam koniec zostawiłam sobie ramki i cieniowania półkrzyżykami, a na sam deser backstitch, który wydobędzie z kolorowych plam trochę bardziej wyrazisty kształt (ale to jeszcze nie dziś i pewnie też nie jutro). Najgorsze, że haft mi wyszedł nieco autorski tu i ówdzie i jak na zbyt długo odłożę wyszywanie, zapominam gdzie to było i co to było. Nic to, ważne, że kupy się trzyma i gołym okiem nie widać gdzie dodałam coś od siebie ;)


 Cały obrazek powinien (nie tylko powinien, ale będzie) wyglądać jak poniżej.



I jeszcze zdążyłam trochę poczytać. Czas na czytanie mam przeważnie w autobusie, codziennie jeżdżę pół godziny w jedną i pół godziny w drugą stronę, zaszywam się w jakimś kącie i zagłębiam w książkach. Ostatnio przeczytałam kolejną książkę w temacie chińskim ('Kwiat śniegu i sekretny wachlarz'), po której naprawdę ucieszyłam się, że żyję w XXI wieku i że nie w Chinach. Kobiety naprawdę nie miały lekko. Niemal całe życie były traktowane jak nic nie warte pasożyty, najpierw przez własnych rodziców, później przez teściów, którym musiały nieustannie usługiwać. Zyskiwały na wartości dopiero gdy udało im się urodzić syna (straszne!) I do tego krępowanie stóp (w książce dość dokładnie i sugestywnie opisane). Jak ja się cieszę, że mogę mieć swoje wielkie stopy (idealne chińskie tzw. złote lilie powinny wynosić 7cm!), mogę na nich chodzić, biegać, jeździć rowerem.  Chciałam wrzucić tutaj zdjęcie tych maleńkich stópek, ale są naprawdę drastyczne. Jest z resztą sporo fotek na necie, jak ktoś ma chęć, niech sobie poszuka. W każdym razie po moim małym wywiadzie wśród znajomych okazało się, że wcale nie są podniecające (wręcz przeciwnie), więc niespecjalnie rozumiem, o co z nimi tak naprawdę chodziło. Brrrr...



 Dla odmiany tematycznej przeczytałam też najnowszy zbiór opowiadań Schmitta. Bardzo lubię jego język i zwięzłość. A opowiadania dla mnie akurat na czasie- o totalnych zmianach ludzi, ich przyzwyczajeń, światopoglądów, sposobu życia (naprawdę niezłe).
A tak już zupełnie na deser kolejny Pratchett :)

10 komentarzy:

  1. dużo już masz koliberka .... więc już niebawem będzie koniec. Tak czasami jest że coś się rzuca w kąt na długo - u mnie tak leżą tulipany i makowa fairy ... i pewnie jeszcze poleżą :)

    OdpowiedzUsuń
  2. juz niewiele zostało :), piękny obrazek

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale już masz dużo ;o) Już prawie koniec ;o)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękny ten hafcik, taki subtelny.
    Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  5. przepiekny obrazek będzie:) Cudo!

    OdpowiedzUsuń
  6. :)a mi się podobają twoje stópki takie jakie masz:P

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękny obrazek sie zapowiada :)
    Widziałam te zniekształcone stópki,nie jest to przyjemny widok .
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Też jakiś czas temu czytałam właśnie o Chinach...
    Chętnie przeczytałabym tę książkę,zapisałam tytuł,być może znajdę ją w bibliotece;
    A hafcik pięknieje,pięknieje

    OdpowiedzUsuń
  9. Kolioberek już niedługo będzie skończony i wtedy będziesz mogła być z siebie dumna.

    OdpowiedzUsuń