wtorek, 18 września 2012

Mikołajki, choć nie 6.12 :P

Jeszcze trochę weekendowo, mimo, że to już wtorek. Byliśmy sobie w Mikołajkach, tak zupełnie leniwie i o dziwo bez rowerów. Od piątku snuliśmy się po miasteczku, popijając kawusię i próbując lokalnych 'specyjałów' (co do których mam różne zastrzeżenia, ale... lepiej było, niż gotować samemu). Na początek kilka fotek z Galindii (nie wiem czy Galindowie, czy jak ich tam zwą żyli naprawdę, ale miejsce całkiem czarowne; choć... za 10zł za osobę, to za mało czarowne :P Nie, żebym była skąpa, ale wg mnie to zbrodnia w biały dzień, bo nawet w lokalnych Howienach- o których może kiedyś i napiszę, płaci się za wejście, ale za to później można to sobie od rachunku za coś do jedzenia, albo do picia odliczyć, a w Galindii ni chu chu... że się tak wyrażę).


Zdjęcia, jakie by nie były i ile by ich nie było, nie oddadzą uroku miejsca. A jest naprawdę przyjemne. Mnóstwo rzeźb drewnianych, niesamowite budynki z kolumnami z drzew z korzeniami; niektóre całe zarośnięte czymś w rodzaju winorośli. Robi to wrażenie niesamowite
.

A wszystko to nad jeziorem :)
A żeby nie było, że Mikołajek tu nie ma wcale, to wrzucę jeszcze kilka fotek i stamtąd. I aż się zachciało na żagle jakie pojechać, póki jeszcze odrobina pogody jest i śnieg nie sypie. Pożyjemy... zobaczymy...


No, a kolejny post to już musi być robótkowy. Trzeba rękawy zakasać i do roboty!!! :)


2 komentarze:

  1. sliczne zdjecia weekendowe :)))czekam na kolejne Towje prace, bo za zszywanie kawalkow materialkow to ja sie nie biore, bo ani maszyny dobrej nie mam ani cierpliwosci do tego :P - pozostane przy podziwianiu Twoich prac :))Buziaki jesienne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdjęcia cudne, piękne rzeźby w drzewach i kamieniach, znam to miejsce i zgadzam się w pełni, kiedyś nawet jachtem dobić do brzegu nie pozwalali a wstęp z rodziną przy takich cenach często staje się zaporowy:(

    OdpowiedzUsuń