środa, 27 czerwca 2012

Rowerowo

Tym razem nieszyciowo i nierobótkowo, bo szczerze, to nic mi się nie chce! Raz, że pogoda do d... (do bani, rzecz jasna), a dwa, że jeszcze powoli wracam do siebie, raz bardzo pod górkę, a raz całkiem równo. Ale najważniejsze, że wracam :) W weekend byliśmy na rowerach. W za małym kasku, bo mój brat chciał swoim nowym przyszpanować i nie zapytał nawet czy to, co ja posiadam nadaje się do noszenia ;) No, a ja sama z siebie też nie powiedziałam. I ło tak ło to wyszło :P Niemniej jednak było całkiem fajnie, mimo, że trzeba mnie było na siłę z domu wypychać, bo bym spała pół dnia (no, w końcu to weekend, to jakże by inaczej)


 Ale, ale... Zareklamuję, choć nie moje to! Jakby ktoś był w okolicy Supraśla, zapraszam do Jarzębinki na babkę ziemniaczaną. Są też i kartacze i inne ziemniaczane wyroby, ale my zawsze na babkę jeździmy :) 


P.S. Jeszcze nie doszłam do tego, jak używać bloggera, żeby np. fotki wyświetlało jak należy. I tak cud, że pamiętam, że mam tego bloga, he he.

 

sobota, 9 czerwca 2012

Narzuta i inne mniejsze

Madziula kazała mi wrzucić koniecznie tego posta. Dała mi czas do jutra, ale niechże jej będzie, zrobiłam fotki (może i nienajpiękniejsze), ale zrobiłam, żeby nie było. Madzia pomogła mi przeogromnie, bo oprócz zagonienia mnie do roboty (co łatwe nie było), to jeszcze mi wielce pomogła, zachęcając i pomagając w szyciu. I w taki oto sposób przekonałam się, że maszyna Madzi jest lepsza od mojej (przede wszystkim jest dużo cichsza), ale o tym pewnie jeszcze pogadamy. Ale, ale, ale... mojej narzuty koniec niedługo. Zostało 'tylko' przyszyć lamówkę i jeszcze nitki poprzeciągać na drugą stronę. I jeszcze łóżko nieco większe kupić ;)


Skoro już piszę, to przy okazji się pochwalę szalikiem od Tofalarii. I przy okazji jeszcze raz za niego podziękuję, bo jest superowy! Nie dość, że ładny kolorystycznie, to jeszcze cienki i taki na polskie lato jak znalazł (co prawda jeszcze wiosna astronomiczna jest, ale już by się chciało, żeby zaświeciło słońce i by nie trzeba było parasola nosić gdzieś blisko przy sobie).



O masakreble!!! jak mi ciężko mi cokolwiek zrobić na tym blogu, coś napisać, dodać fotkę. Szok! szok! szok! Tak, przyznaję, że jestem w gorącej wodzie kąpana, że wszystko bym chciała od razu umieć, pamiętać, wszystko SAMA!!! Tymczasem życie jest nieco inne, bo po pierwsze nie wszystko muszę sama (do czego ciężko mi się przyzwyczaić, ale... tak będzie nawet i zdrowiej i wygodniej dla mnie), a po drugie nie wszystko jeszcze pamiętam, ale... jestem na mega prostej!!!! Kurczę, ja w tak szybkim czasie doszłam do siebie, zbieram się i dzięki przyjaciołom i bliskim mi ludziom wracam do wszystkiego co we mnie dobre, odrzucając te niefajne rzeczy. Tak, jeszcze ryczę, jak nie wiadomoco, ale praktycznie nie jest to bez powodu. Mam jeszcze trochę do poukładania w sobie i wokół siebie, ale do przodu, każdego dnia coraz bardziej do przodu. Trzymajcie kciuki, jeśli możecie i chcecie :)

A na koniec jeszcze coś, czego daaaaaaaaaaaa...aaaawno nie robiłam, czyli aniołki z gliny. Zrobiłam je w prezencie. Ten niebieski bardziej mi się podoba i został też, wg mnie lepiej przyjęty i oby się przysłużył osobie, która go dostała :)