sobota, 26 lutego 2011


Uszyłam swojego pierwszego scrapa :) Za dużo materiałów jeszcze nie mam, ale udało się nazbierać trochę kawałków i po teoretycznej lekcji na blogu scrapowym, zabrałam się za krojenie, zszywanie i znowu krojenie i tak oto powstała podkładka pod kubek usztywniana płytką CD. Jestem z niej normalnie dumna, mimo, że idealna nie jest, ale najważniejsze, że moja! Zwłaszcza, że miałam wczoraj niemałe problemy z naprężeniem nici w maszynie i myślałam, że się normalnie popłaczę, że znowu coś nie tak, że na pewno zepsułam maszynę, że to by było na tyle z mojej radości szycia. Na szczęście udało się ją wyregulować. Muszę jeszcze pobawić się różnymi materiałami i pokombinować ustawienia.
A dzięki Magdzie, zwanej też Madziulą (która się nieźle ostatnio ze mną miała, zwłaszcza jeśli chodzi o moją zdolność podejmowania decyzji... heh... Mam nadzieję, że jeszcze choć trochę mnie lubisz, mimo wszystko:) mam też trochę gadżetów patchworkowych- komfort milion razy większy niż przy zwykłych nożyczkach i cięciu na podłodze, odrysowywaniu ołówkiem linii, itp., itd.! Normalnie rewelacja! Choć wiem, że muszę jeszcze trochę poćwiczyć.


I jeszcze moje pierwsze w życiu patchworkowe dzieło, czyli podkładka na stół. Dopiero po pikowaniu okryłam, że lepiej by było szyć po szwach, ale człowiek uczy się na błędach, mam nadzieję ;) No i chciałabym coś podobnego w nieco żywszych kolorach (coś z żółtym, zielonym, w ten deseń).

poniedziałek, 21 lutego 2011

Wygrałam moje pierwsze blogowe Candy :) Cukiereczki od Iwonny, a w nich foremki do robienia guzików i trochę słodkości! No i strasznie się cieszę.


A w międzyczasie trochę haftuję- Greek Island Powella; za mało jeszcze, żeby coś pokazać i nadal poskramiam maszynę do szycia. Nie mam odwagi pokazywać krzywych podkładek, ale niedługo pewnie będzie co wrzucić na bloga.

sobota, 12 lutego 2011


W szmatlandzie wygrzebałam trochę fajnych, kolorowych szmatek.Skoro dopiero się uczę, to szkoda by było pociąć jakieś ładne materiały zakupione w patchworkowym sklepie. No i tak oto stałam się bardzo zadowoloną posiadaczką prawie 2 kg materiałów, z których zamierzam zrobić użytek. Moim pierwszym szyciowym projektem były podkładki na stół. Uprzejmie proszę o niezbyt wnikliwe przyglądanie się, bo... no... są niedoskonałe. Trochę się nagimnastykowałam z lamówką, ale coś tam się udało i z daleka wyglądają fajnie ;) Do kompletu chciałabym dorobić jeszcze rękawiczkę kuchenną.


Przymierzam się też do mini patchworkowych podkładek pod kubki. Na początek coś prostego, żeby się za mocno nie zniechęcić. Pewnie będą to paski różnej szerokości. Naoglądałam się do tego przeróżnych cudeniek z aplikacjami i już mi chodzą po głowie i śnią się nocami. Muszę jednak jeszcze z kilka razy wybrać się na szmatkowe łowy i trochę poćwiczyć pikowanie, bo póki co, jako tako idzie mi tylko szachownica. 
Znalazłam też fajoski materiał (który kiedyś był zasłoną okienną, zanim trafił do szmaciaka), z którego przymierzam się powycinać obrazki, kilka pokazuję niżej.


Jeszcze nie mam dla nich konkretnego zastosowania. Może coś na torbę, na poduszkę, albo po prostu na podkładkę jakąś? Na pewno coś wymyślę.

O matko! co to będzie jak się wiosna zacznie, a z nią sezon rowerowo-rolkowy? Będę miała niezły dylemat za co się zabrać. Za dużo chcę na raz chyba...

wtorek, 1 lutego 2011

Wreszcie uszyłam swoją pierwszą zakładkę do książek :) Nie jest tak piękna jak pierwowzór Ani, której prace nie tylko zakładkowe i nie tylko aniołkowe podziwiam, że tak powiem, z otwartą gębą, ale jest mój i mi się podoba :) Ciemna kanwa jest trochę strzępiasta (i do tego ścieg jej zafundowałam dość krzywy, ale...co tam!)  i bardziej nadaje się na worek na kartofle, niż na zakładkę, ale dziś nie wyprowadza mnie to z równowagi, bo... od dzisiaj mam maszynę do szycia :) Nauczona na swoich przedświątecznych błędach i historii z całkiem nieodpowiednią maszyną, wybraną naprędce, bez przemyślenia i w ogóle jakichkolwiek konsultacji (a nie znam się zupełnie na maszynach do szycia, no... teraz troszkę może już się znam, bo zrobiłam niewielkie dochodzenie w sprawie tego na co zwracać uwagę, od jakich marek trzymać się z daleka, a jakim można zaufać). Znalazłam nawet niezły sklep z maszynami do szycia i tam zamówiłam swoją i po niemal miesiącu (który się okrutnie dłużył!) mam swoje cudko. Szyje jak marzenie, jest cichutka (no w porównaniu ze starym Łucznikiem mojej mamy, na którym jako gówniara jeszcze szyłam ubranka dla lalek i psułam różne ciuchy 'dorosłe', na szczęście już przez nikogo nie używane). I dzisiaj jestem przeszczęśliwą posiadaczką nowiuśkiego sprzętu szyjącego :) Nie, nie, jeszcze mi nie odbiło aż tak bardzo, żeby jej imię nadawać, choć co poniektórzy (nie będę paluchem wskazywać) śmieją się ze mnie, że pewnie będę dzisiaj spała z maszyną i będą musieli swego miejsca w sypialni ustąpić ;) Muszę jeszcze przygotować sobie kącik szyciowy, póki co, rozłożyłam się na stole jadalnianym. I jeszcze napadnę na kilka sklepów z materiałami i trochę szmateksów, żeby mieć na czym się uczyć. O jaaaaaacieeeee... jak się cieszę :)